Historia, którą zwykle opisuje rekord w zdawaniu prawa jazdy, rzadko jest ciekawostką samą w sobie. Częściej pokazuje, gdzie kandydat utknął: w stresie, w złej metodzie nauki, w niedopasowanym przygotowaniu albo w zwykłym przeciążeniu kolejnymi próbami. W tym tekście wyjaśniam, jak wyglądają takie rekordowe przypadki w Polsce, ile naprawdę można podchodzić do egzaminu, co najczęściej psuje wynik i kiedy lepiej zmienić strategię niż dokładać następną poprawkę.
Najważniejsze fakty o rekordach związanych z egzaminem na prawo jazdy
- Nie ma jednego oficjalnego rankingu rekordów - media opisują po prostu wyjątkowo długie serie podejść do egzaminu.
- W 2026 roku głośny był przypadek z Tarnowa: 139 prób teorii i w końcu pozytywny wynik.
- W starszych materiałach opisywano jeszcze bardziej skrajne przypadki, w tym 192 podejścia do egzaminu teoretycznego.
- Teoria trwa 25 minut, ma 32 pytania i wymaga minimum 68 z 74 punktów.
- Każda kolejna próba kosztuje realne pieniądze - w wielu WORD-ach kat. B to obecnie około 57-59 zł za teorię i 230-239 zł za praktykę.
- Jeśli ktoś oblewa wielokrotnie, zwykle problemem nie jest brak szczęścia, tylko brak diagnozy, co dokładnie zawodzi.
Co naprawdę oznaczają rekordy przy egzaminie na prawo jazdy
Nie ma jednego państwowego rankingu takich przypadków; w praktyce to media wyciągają na wierzch najbardziej skrajne historie. Jak opisywała Interia, w Piotrkowie Trybunalskim mówiło się o kandydacie, który podszedł do teorii 192 razy, a w Tarnowie głośny stał się przypadek 139 prób i dziewięciu lat walki o wynik pozytywny.
Gdy zestawiam takie historie, widzę przede wszystkim różnicę między rekordem medialnym a realnym problemem szkoleniowym. Jeden kandydat utknie przez nerwy, inny przez słabe materiały, a jeszcze inny dlatego, że od początku nikt nie powiedział mu, co konkretnie robi źle.
| Przypadek | Liczba prób | Co pokazuje |
|---|---|---|
| Tarnów | 139 podejść do teorii | Zły zestaw materiałów i długie błądzenie po omacku mogą przeciągnąć naukę na lata |
| Piotrków Trybunalski | 192 podejścia do teorii | Jeśli nie zmienia się metody, kolejne próby tylko podbijają koszt i frustrację |
| Skrajności w kontrolach systemu | 163 podejścia do teorii, 101 do praktyki | Problem nie był jednostkowy, tylko wynikał też z bardzo luźnych zasad powtarzania egzaminów |
To ważne, bo sam rekord nie mówi jeszcze, czy ktoś był zdeterminowany, czy po prostu utknął w źle prowadzonej ścieżce. I właśnie od tego zależy, jak czytać podobne historie.

Jak dziś wygląda egzamin i ile prób faktycznie wolno mieć
Ministerstwo Infrastruktury podaje, że teoria trwa 25 minut, obejmuje 32 pytania i daje łącznie 74 punkty do zdobycia; próg zaliczenia to 68 punktów. W praktyce oznacza to, że nie trzeba być perfekcyjnym, ale trzeba znać przepisy i reagować bez zawahania na sytuacje drogowe, które w testach pojawiają się losowo.
W części praktycznej nadal liczą się zarówno plac manewrowy, jak i jazda w ruchu drogowym, choć równolegle trwają prace nad reformą egzaminu kat. B. Z mojego punktu widzenia to ważne tylko z jednego powodu: dopóki nowe zasady nie wejdą w życie, kandydat musi przygotować się do obecnego systemu, a nie do tego, który być może pojawi się później.
Najważniejsza rzecz: nie ma ustawowego limitu liczby podejść - możesz wracać do egzaminu tyle razy, ile potrzebujesz, choć każda próba kosztuje i zabiera czas. Jeśli teoria została zaliczona po 24 sierpnia 2014 r., wynik jest bezterminowy, więc nie wraca się do niej tylko dlatego, że praktyka się przeciąga.
- Teoria to nie pamięciówka z demo testów, tylko rozumienie zasad.
- Praktyka wymaga powtarzalności, a nie jednego dobrego przejazdu.
- Jeśli oblewasz, najpierw diagnozuj przyczynę, dopiero potem zapisuj się ponownie.
To prowadzi do najważniejszego pytania: dlaczego jedni kończą na kilku próbach, a inni licznik podbijają do poziomu, który brzmi niemal nieprawdopodobnie.
Skąd biorą się tak długie serie niepowodzeń
Najczęściej winny nie jest jeden wielki błąd, tylko suma drobiazgów, które długo pozostają nierozwiązane. W kontrolach nad systemem egzaminowania widać było skrajności: setki osób podchodziły wielokrotnie tego samego dnia, a pojedyncze rekordy rozciągały się na dziesiątki i setki prób. To zwykle oznacza nie talent do „oblwania”, tylko brak dobrego rozpoznania problemu.
- Złe materiały do nauki - ktoś ćwiczy tylko na wersji demo albo na niepełnej bazie pytań i potem jest zaskoczony inną logiką testu.
- Stres egzaminacyjny - na kursie wszystko wychodzi, a przed egzaminatorem pojawia się pustka w głowie.
- Niedopracowana praktyka - kandydat umie ruszyć i skręcić, ale gubi obserwację lusterek, rytm hamowania albo ocenę odległości.
- Zbyt szybki powrót na egzamin - bez przerobienia błędów kolejne podejście jest tylko powtórką kosztownej porażki.
- Brak jednej, spójnej metodologii - inny instruktor mówi jedno, inny drugie, a kursant nie wie, na czym ma się oprzeć.
Właśnie dlatego rekordowe historie bywają tak mylące. Z boku wyglądają jak anegdota, ale z perspektywy kandydata to często miesiące albo lata nauki bez właściwego korektora. Gdy to rozumiem, łatwiej mi doradzić coś, co naprawdę zmienia wynik, zamiast tylko podbijać liczbę podejść.
Ile kosztuje każda kolejna próba
Jeśli ktoś zdaje po raz kolejny, koszt rośnie szybciej, niż wielu osobom się wydaje. W 2026 roku w wielu WORD-ach kat. B kosztuje około 57-59 zł za teorię i 230-239 zł za praktykę, a lokalne różnice wynikają z uchwał wojewódzkich. Sama poprawka nie jest więc dramatem finansowym, ale kilka lub kilkanaście poprawek potrafi już zaboleć.
| Scenariusz | Przybliżony koszt | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Jedno podejście teoria + praktyka kat. B | około 287-298 zł | To bazowy wydatek, zanim pojawią się jakiekolwiek poprawki |
| 3 dodatkowe próby teorii | około 171-177 zł | Na papierze wygląda niewinnie, ale zwykle to sygnał, że trzeba zmienić sposób nauki |
| 3 dodatkowe próby praktyki | około 690-717 zł | Tu koszt rośnie dużo szybciej, bo każde podejście do jazdy jest wielokrotnie droższe niż test teoretyczny |
| 5 dodatkowych prób praktyki | około 1 150-1 195 zł | To już poziom, na którym tańsza okazuje się dodatkowa jazda z instruktorem niż kolejne egzaminacyjne strzały |
Moja praktyczna zasada jest prosta: jeśli po dwóch lub trzech nieudanych podejściach nic się nie zmienia, nie dokładałbym kolejnego egzaminu bez korekty planu. Czasem lepsza jest jedna dodatkowa jazda z instruktorem, jedna porządna sesja testów albo analiza błędów niż następna płatna próba „na żywioł”.
To właśnie w tym miejscu rekord przestaje być ciekawostką, a zaczyna być ostrzeżeniem, bo rachunek za brak strategii rośnie szybciej niż pewność siebie.
Jak przerwać serię oblań i przygotować się skuteczniej
Najskuteczniejsze wyjście z takiej pętli to nie „spróbuję jeszcze raz”, tylko „sprawdzę, co konkretnie nie działa”. Ja zaczynam od rozbicia problemu na małe części: teoria, znaki, pierwszeństwo, skrzyżowania, parkowanie, ruszanie pod górę, obserwacja otoczenia, panowanie nad stresem. Dopiero wtedy widać, czy kłopot jest wiedzą, techniką czy emocjami.
- Po każdej nieudanej próbie wypisz 3 błędy i nie wracaj do egzaminu, dopóki nie umiesz ich nazwać bez zawahania.
- Trenuj w warunkach zbliżonych do egzaminu - na czas, bez podpowiedzi, bez pauz, bez zgadywania „na czuja”.
- Nie ucz się tylko pytań - ucz się logiki sytuacji drogowej, bo test zmienia układ, a zasady zostają.
- W praktyce ćwicz dokładnie to, co cię łamie - jeśli problemem są łuki, rób łuki; jeśli obserwacja, pracuj nad lusterkami i ruchem głowy.
- Przed egzaminem ogranicz nowe bodźce - ostatnia noc to nie moment na maraton stresu i „jeszcze jedną próbę z aplikacji”.
Wbrew pozorom największą różnicę robi nie liczba godzin, tylko jakość korekty. Kandydat, który zna swój błąd i wie, jak go naprawić, zwykle wychodzi z kryzysu dużo szybciej niż ktoś, kto tylko dokłada kolejne podejścia.
Co warto zapamiętać, gdy licznik prób zaczyna rosnąć
Historia rekordzistów pokazuje coś mało efektownego, ale bardzo ważnego: w egzaminie na prawo jazdy wygrywa nie ten, kto najdłużej „przepycha temat”, tylko ten, kto potrafi zauważyć swój słaby punkt i uczciwie go przepracować. Sam wynik pozytywny nie jest trofeum za cierpliwość, tylko sygnałem, że kandydat umie bezpiecznie wejść w ruch i nie popełniać podstawowych błędów.Jeżeli więc twoja własna historia zaczyna przypominać serial z kolejnymi poprawkami, potraktowałbym to jak informację diagnostyczną, a nie osobistą porażkę. Najlepszy moment na zmianę metody jest zwykle dużo wcześniej niż dziesiąte podejście.
W praktyce warto zapamiętać jedno: rekordy są interesujące dla czytelnika, ale dla kandydata ważniejsze jest to, żeby po następnym egzaminie nie wracać już do punktu wyjścia.