Wokół egzaminu na prawo jazdy najłatwiej powstają historie o cierpliwości, stresie i kosztach, a rekordowe liczby podejść pokazują, jak wymagający bywa ten proces. Ten tekst porządkuje temat: wyjaśnia, co naprawdę oznacza rekord zdawania prawa jazdy, skąd biorą się tak wysokie wyniki, ile to kosztuje i co zrobić, żeby nie dokładać sobie kolejnych prób. Patrzę na to praktycznie, bo w tej historii nie chodzi tylko o ciekawostkę, ale o realny czas, pieniądze i frustrację.
Najważniejsze liczby, które porządkują temat
- W 2026 roku głośno było o kursancie z Tarnowa, który zdał teorię dopiero za 139. podejściem.
- W starszych medialnych zestawieniach pojawiały się wyniki 162-163 prób, ale liczone w różny sposób, więc nie zawsze da się je porównywać 1:1.
- Według NIK w badanych WORD-ach zdarzały się setki tysięcy wielokrotnych podejść, a rekord dzienny sięgał 8 prób teorii i 5 praktyki.
- Egzamin teoretyczny trwa 25 minut, obejmuje 32 pytania i wymaga co najmniej 68 z 74 punktów.
- Każda kolejna próba kosztuje, więc długie serie niepowodzeń szybko zamieniają się w poważny wydatek.
Co naprawdę oznacza rekord w zdawaniu prawa jazdy
Ja traktuję takie rekordy jako sygnał, a nie medal. Sam wynik 139 prób nie mówi jeszcze wszystkiego, dopóki nie wiemy, czy chodzi o teorię, praktykę, czy sumę obu części. Właśnie dlatego zawsze rozdzielam te trzy warianty.
| Wariant | Co jest liczone | Dlaczego łatwo o mylne porównania |
|---|---|---|
| Teoria | Tylko test teoretyczny | Można mieć bardzo dużo podejść bez wejścia do auta |
| Praktyka | Jazda z egzaminatorem | Jedna drobna pomyłka potrafi zakończyć próbę |
| Suma | Obie części razem | Największe liczby wyglądają efektownie, ale nie mówią, gdzie leży problem |
W 2026 roku opisywano kursanta z Tarnowa, który zdał teorię dopiero za 139. podejściem. Wcześniejsze medialne rekordy rzędu 162-163 prób bywały jednak liczone inaczej, więc bez doprecyzowania metody łatwo porównać liczby, które wcale nie opisują tego samego. To prowadzi do ważniejszego pytania: dlaczego ktoś potrafi dojść do takiego wyniku?
Skąd biorą się tak wysokie liczby podejść
Z mojego punktu widzenia to rzadko jest jedna przyczyna. Najczęściej nakładają się cztery rzeczy: słabe przygotowanie, stres egzaminacyjny, nieumiejętność uczenia się na błędach i zbyt szybkie wracanie do WORD-u bez zmiany metody.
- Złe materiały do nauki - jeśli ktoś uczy się z przypadkowych testów, szybko trafia w ślepy zaułek. W 2026 roku media opisywały przypadek, w którym problemem okazały się właśnie niewłaściwe materiały szkoleniowe.
- Nauka bez zrozumienia - zapamiętanie odpowiedzi na pytania egzaminacyjne to za mało, bo w praktyce pytania i sytuacje mają inny kontekst.
- Stres i pośpiech - część osób „spala się” już na początku jazdy albo odpowiada intuicyjnie, zamiast spokojnie czytać sytuację.
- Brak korekty po porażce - jeśli po niezdanym egzaminie nic się nie zmienia w nauce, kolejne podejście zwykle daje ten sam wynik.
To nie jest tylko teoria. NIK wskazywała, że w badanych WORD-ach zdarzały się dziesiątki tysięcy osób podchodzących do egzaminów wielokrotnie tego samego dnia, a rekordy dzienne sięgały 8 prób teorii i 5 praktyki. Taka skala dobrze pokazuje, że problemem bywa nie pojedynczy błąd, lecz cały sposób przygotowania. I właśnie dlatego warto policzyć, ile naprawdę kosztują kolejne niepowodzenia.
Ile kosztuje każda kolejna próba
Tu rekordy przestają być ciekawostką, a zaczynają boleć w portfelu. W 2026 roku opłaty za egzamin zależą od województwa, ale w praktyce najczęściej spotyka się stawki rzędu 59,78 zł za teorię i około 239 zł za praktykę kat. B; w części regionów są one nieco niższe, np. około 56 zł i 229 zł. Przy cięższych kategoriach praktyka jest droższa.
| Przykład | Szacunkowy koszt | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| 5 niezdanych teorii | Około 299 zł | To już koszt, który da się odczuć nawet przy oszczędnym budżecie |
| 5 niezdanych praktyk kat. B | Około 1 195 zł | Bez doliczania dodatkowych jazd i czasu oczekiwania |
| 10 niezdanych praktyk kat. B | Około 2 390 zł | Sam egzamin robi się wydatkiem porównywalnym z dobrym kursem doszkalającym |
Do tego dochodzi koszt pośredni: dodatkowe godziny jazdy, dojazdy, urlop w pracy i spadek motywacji. Ja zawsze mówię jedno: jeśli kandydat wraca do WORD-u bez poprawy, to nie kupuje kolejnej szansy, tylko powtarza ten sam scenariusz. Następna sekcja pokazuje, które elementy najczęściej wywalają ten scenariusz w powietrze.

Co najczęściej oblewa kursantów na teorii i w praktyce
Najkrótsza droga do poprawy to znaleźć nie „ogólny brak talentu”, tylko konkretny punkt, w którym egzamin się sypie. W teorii zwykle problemem jest czytanie pytania zbyt szybko, mylenie pierwszeństwa i brak znajomości definicji związanych z bezpieczeństwem ruchu. W praktyce najwięcej szkód robią banalne rzeczy: niepewność przy ruszaniu, nieobserwowanie otoczenia, zbyt późne sygnalizowanie manewru i nerwowe reakcje na ruch innych aut.
- Teoria - kursant zna odpowiedź „z pamięci”, ale gubi się, gdy pytanie jest sformułowane inaczej niż w aplikacji.
- Parkowanie i ruszanie pod górę - to klasyka, bo stres psuje tempo i płynność ruchu.
- Obserwacja luster i martwego pola - wiele oblań wynika nie z samego manewru, tylko z braku odpowiedniej kontroli sytuacji.
- Zbyt szybka pewność siebie - osoby, które świetnie jeżdżą na instruktorskim placu, czasem odpadają na egzaminie przez jeden lekkomyślny skrót.
Jak przygotować się tak, żeby nie budować własnego rekordu
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, która najbardziej skraca drogę do zdania, powiedziałbym: trzeba ćwiczyć dokładnie ten sam typ zadania, który potem pojawia się na egzaminie. Sama liczba godzin nie wystarczy, jeśli są rozrzucone chaotycznie.
- Powtarzaj pytania w trybie egzaminacyjnym, a nie tylko „na rozgrzewkę”.
- Po każdym błędzie zapisuj powód, nie samą odpowiedź.
- Rób jedną pełną próbę w warunkach zbliżonych do egzaminu: cisza, limit czasu, bez podpowiedzi.
- Na jazdach doszkalających ćwicz tylko słabe punkty, nie cały program od początku.
- Przed samym egzaminem wyśpij się i nie dokładaj sobie nowego materiału późnym wieczorem.
| Co działa | Dlaczego działa | Kiedy może nie wystarczyć |
|---|---|---|
| Analiza błędów po każdej próbie | Pokazuje prawdziwą lukę, a nie tylko wynik | Gdy ktoś tylko czyta poprawne odpowiedzi bez zrozumienia |
| Symulacja egzaminu | Oswaja stres i tempo | Jeśli robisz ją raz na miesiąc, efekt jest słaby |
| Jazdy pod słaby fragment | Skracają drogę do poprawy | Gdy problem jest szerszy niż jeden manewr |
W 2026 roku Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało też zmiany w systemie egzaminowania, w tym likwidację części praktycznej na placu manewrowym dla kat. B. Ja traktuję to jako ważną informację, ale nie jako pretekst do odkładania nauki, bo obecny egzamin nadal trzeba zdać według aktualnych zasad. To prowadzi do ostatniego, praktycznego wniosku.
Co z tej historii wynika dla przyszłych kierowców
Najcenniejsza lekcja z rekordowych wyników jest prosta: egzamin na prawo jazdy nie nagradza uporu samą w sobie, tylko skuteczną korektę błędów. Jeśli ktoś ma za sobą kilka nieudanych prób, powinien zmienić metodę nauki, a nie tylko rezerwować następny termin.
- Sprawdź, czy uczysz się z aktualnej bazy i w trybie egzaminacyjnym.
- Oddziel brak wiedzy od stresu, bo to dwa różne problemy.
- Po każdej porażce popraw jeden konkretny element, zamiast „jeździć więcej” bez celu.
Ja patrzę na taki rekord nie jak na anegdotę, ale jak na ostrzeżenie: przy dobrze poukładanym przygotowaniu nie trzeba bić żadnych rekordów, żeby wreszcie wyjechać z WORD-u z wynikiem pozytywnym.